| | USD 2.9630 -0.16%  | EUR 3.8395 -0.25%  | | |
|
| | GRUPA KAPITAŁOWA PRIMA ZATRUDNI MANAGERA LOGISTYKI | | Miejsce pracy: Warka Wymagania: · Doświadczenie w branży logistycznej · Doskonała orientacja na transport międzynarodow… więcej » | | | LEPPER, JAKO JEDEN Z OSTATNICH DOSTANIE DOPŁATY! | | Zgodnie z naszymi zapowiedziami od dzisiaj, tj. od 1 grudnia 2006 rolnicy zaczn Wicepremier powiedział, że resort i agencja dokładają… więcej » |
|
 |
 |
|
| Polskie firmy w Unii rosną | | | | | 2005-07-29 | | Historyczne pięć minut polskiej gospodarki? Bez względu na branżę, bez względu na wielkość firmy widzą więcej plusów niż minusów integracji
Prezes spółki odzieżowej Acus Piotr Stefaniuk waha się sekundę, nim odpowie na pytanie, czy jego firma skorzystała na wejściu do Unii. - Na pierwszy rzut oka jesteśmy w grupie tych firm, które mogłyby stracić na wejściu do UE - mówi warszawski przedsiębiorca. - Zdecydowaną większość naszej produkcji sprzedaję do Rosji. A moi rosyjscy partnerzy nie są zadowoleni, bo wiedzą, że od 1 maja 2004 r. moja produkcja będzie stopniowo drożeć. Mógłbym powiedzieć, że mojej firmie byłoby lepiej w takiej szczelinie pomiędzy Unią i Rosją... Ale nie, nie powiem tego. Bo nie zamierzam myśleć w perspektywie krótkoterminowej. Na dłuższą metę na pewno zyskamy ja i moja firma - podkreśla.
Ten zysk będzie trudno mierzalny w gotówce, ale dla Stefaniuka - bezcenny. - Wejście do Unii staje się gwarancją, że nasze państwo będzie działać racjonalnie. Zmieniło się też nastawienie firm zachodnioeuropejskich. Po wejściu do Unii zacząłem dostawać zauważalnie więcej pytań o moją ofertę - wylicza Stefaniuk.
Wschód zdobyty, czas na Zachód
Piotr Stefaniuk zapewnia, że obawy o zalanie unijnego rynku tekstyliami z Chin nie dotyczą jego firmy. Jak to możliwe? - Nie konkurujemy z Chińczykami. Martwi nas jedynie sytuacja naszych włoskich dostawców, u których kupujemy materiały - mówi szef Acusa.
Firma, producent kolekcji odzieżowej Caterina, to obok np. Atlantica czy większego Reserved jedna ze znanych marek młodego polskiego przemysłu odzieżowego. Stefaniuk wraz ze wspólnikami stworzył ją na początku lat 90. Dziś ma około 35 mln zł obrotów rocznie i zysk na poziomie 6-7 proc., a także sieć kilkunastu salonów sprzedaży.
80 proc. produkcji sprzedaje w Rosji, głównie w Moskwie, ale - jak podkreśla - wejście na rynek zachodni to tylko kwestia czasu i przygotowań. Tworzenie własnej sieci sprzedaży to przedsięwzięcie kosztowne, obarczone ryzykiem.
Zresztą to Rosja pozostaje dla niego najważniejszym rynkiem. Nawet jeśli rosyjscy partnerzy obawiają się, że będą musieli płacić więcej za polskie towary.
Optymizm szefa Acusa potwierdzają rządowe statystyki. Mimo obaw wyrażanych przed 1 maja 2004 r. stosunki handlowe Polski ze wschodnimi sąsiadami nie uległy pogorszeniu. W 2004 r. eksport polskich towarów do Rosji wzrósł prawie o 89 proc. w porównaniu do 2003 r. Rosja jest teraz na siódmym miejscu pośród największych odbiorców polskich towarów, polskie firmy zainwestowały na jej terenie 50 mln zł.
Tak naprawdę Acus ma teraz trudny orzech do zgryzienia - pośrednio związany z Unią. Od wielu lat spółka korzysta z unijnych dotacji. Stosunkowo łatwy dostęp do nich skończy się jednak, jeśli firma przestanie być przedsiębiorstwem średniej wielkości. Dotacje dla dużych firm zatrudniających ponad 250 osób są o wiele trudniejsze do zdobycia.
- I tak balansuję na krawędzi, utrzymując zatrudnienie na poziomie 250 osób. Nie chcę tracić statusu średniej firmy, ale przecież chcę się rozwijać - mówi Stefaniuk.
Pięć minut branży spożywczej
Żadnych wątpliwości w sprawie bilansu wejścia Polski do Unii nie ma też Krzysztof Pawiński, prezes Maspeksu Wadowice. - W 2004 r. odnotowaliśmy kolosalną nadwyżkę eksportu nad importem spożywczym. Absolutna większość firm spożywczych może sporządzić pozytywny bilans pierwszych 12 miesięcy w UE - mówi Pawiński.
Maspex jest liderem na polskim rynku soków i makaronów, zatrudnia we wszystkich swoich spółkach 4,5 tys. osób. Jego przychody sięgają 1,5 mld zł. Ubiegły rok był szczególny dla Maspeksu. Przejął węgierskiego producenta soków Olympos oraz część czeskiej firmy Walmar.
Szef Maspeksu zapewnia, że te dwie transakcje nie miały bezpośredniego związku z rozszerzeniem Unii. Z łatwością jednak wskazuje miejsca, w których wejście do europejskiej wspólnoty ułatwia Maspeksowi życie.
- Europa nagle stała się mała. Dostawa strategicznych surowców z portów w Rotterdamie, którą przed 1 maja ub.r. musieliśmy planować na całe dwa tygodnie naprzód, teraz wygląda tak jak dostawa ze Szczecina. Zmniejszenie kosztów logistyki jest zauważalne. Ja to na co dzień widzę w bilansie mojej firmy, to jest poza dyskusją.
Dzięki temu, że kierowcy nie tracą już czasu w wielokilometrowych kolejkach na granicy, polskie przedsiębiorstwa - takie jak Maspex - mogą spełnić wszystkie oczekiwania zachodnioeuropejskich odbiorców.
- Kiedyś, żeby sprzedać produkt spożywczy na Zachodzie, trzeba było spełnić trzy kryteria. Po pierwsze - jakość. Z tym nie mamy problemu. Po drugie - konkurencyjna cena. To mogliśmy zapewnić dzięki naszym niższym kosztom. Po trzecie - terminowość dostaw. Zachodnioeuropejscy odbiorcy oczekiwali, że nasz towar będzie podstawiony o godz. 8.15 przy rampie magazynu sieci X gdzieś w Hamburgu. Dopóki nasze ciężarówki marnowały czas w kilometrowych kolejkach, nie mogliśmy spełnić tego ostatniego wymogu. Nie mogliśmy również tworzyć zaplecza logistycznego na miejscu, bo od razu traciliśmy przewagę cenową - tłumaczy Pawiński.
Ciemne strony akcesji? Jest kilka. Z perspektywy Maspeksu najbardziej niemiłym zaskoczeniem był wzrost cen cukru, podstawowego półproduktu w branży spożywczej. - Regulacja rynku cukru i jego substytutów jest fatalna. Efektem obecnej organizacji rynku cukru jest wzrost cen. To służy kilku kartelom, a nie konsumentom - mówi Pawiński.
Jego zdaniem historyczne pięć minut dla polskiej branży spożywczej może się przeciągnąć na kilka lat. Polskie firmy, takie jak Maspex Wadowice, mają podwójną przewagę nad naszymi konkurentami zachodnimi. Po pierwsze, używają nowocześniejszych technologii. Przy wsparciu unijnych funduszy branża intensywnie inwestowała w ostatnich latach, podczas gdy firmy zachodnie wciąż amortyzują sprzęt kupiony przed 10-15 laty. Po drugie, mają przewagę kosztów pracy.
- Owszem, płace i obciążenia pozapłacowe rosną w Polsce bardzo szybko, ale dysponujemy wciąż ogromną rezerwą wydajności pracy. Każdy wzrost płacy jest rekompensowany wzrostem wydajności - mówi Pawiński.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. W całym 2004 r. polskie firmy wyeksportowały żywność o łącznej wartości 5,6 mld dol., o 1,1 mld dol. więcej niż w roku poprzedzającym. W pierwszym półroczu bieżącego roku eksport artykułów rolno-spożywczych wyniósł już 2,7 mld dol. To o 100 mln więcej niż w całym 1999 i całym 2000 r.
| | | | | gazeta.pl - Konrad Niemcewicz |
|